Company Logo
slide 1 slide 2 slide 3 slide 4 slide 5 slide 6 slide 7 slide 8 slide 9 slide 10 slide 11 slide 12 slide 13 slide 14 slide 15 slide 16 slide 17 slide 18 slide 19 slide 20 slide 21 slide 22 slide 23 slide 24 slide 25 slide 26 slide 27 slide 28

Rozrywka

Ciekawostki

Motto:

  "Idź tam, gdzie słyszysz śpiew
  Tam dobre serca mają
  Bo ludzie źli, ach wierzaj mi
  Ci nigdy nie śpiewają".....

 
  "Cośmy po ojcach naszych zastali
  Dał Bóg Polakom by to kochali
  By swą tradycję mieli wciąż w cenie 
  I szanowali polskie korzenie"......                                  
 

Kurp

Skąd pochodzi nazwa Kurp?  

Kurpie to nazwa obuwia plecionego z łyka lipowego lub łapcie skórzane.

Prawdopodobnie nazwa ta przyjęła się dość wcześnie, skoro już występuje ona w dokumentach z XVII wieku.

Z czasem przyszła moda na skórzane trzewiki na obcasach i zapomniano o łapciach z łyka.

 

Materiały zamieszczone na tej stronie pochodzą ze zbiorów

Pana Kazimierza Orzoł z Baranowa

 

Ogólny rzut oka na Puszczę Kurpiowską

 

/Przedruk z „Puszcza Kurpiowska  w pieśni”/

 

Za rzeką Narwią w Ostrołęce rozpoczyna się Puszcza Kurpiowska: lasy, lasy i   piaski. Ale aby bliżej poznać tę  puszczę , trzeba dostać się do jej głębin, zajrzeć do chat kurpiowskich, przypatrzeć się życiu tego biednego ludu, wniknąć w jego potrzeby, poznać jego gwarę, przysłuchać się podobnej do nawoływania nocnej „pućki” i do poszumu leśnego jego pieśni, która tam codziennie na polach, łęgach, na łąkach i w lasach się rozlega. Wtedy dopiero poznasz cały urok tej smutnej, ale ciekawej okolicy.

Puszcza  Kurpiowska, to puszcza szeroka i długa, ciągnie się  bowiem od Chorzel, Bartnik i Nowej Wsi, po Kolno i Nowogród,  Nowogród od Ostrołęki po granicę pruską.

Dawnymi czasy cały ten szmat ziemi podzielony był na Puszczę Nowogrodzką  i Ostrołęcką vel Myszyniecką. Dziś ludność tamtejsza podziałów tych nie zna i całe te przestrzenie nazywa  puszczą Kurpiowską, a stolicą całej puszczy jest Myszyniec, na rz. Rozogą położony.

Puszcza Kurpiowska jest rażąco odmienna od innych okolic kraju i robi wrażenie smutne i przygnębiające. Gościńce  piaszczyste i tak szerokie, że  w niektórych miejscach np.: na trakcie idącym z Chorzel do Myszyńca z pięć wozów obok siebie jechać może.

Gleba mało urodzajna, przeważnie piaski i sapy i dlatego kurpiki sieją najwięcej żyta i gryki. Owies i jęczmień tylko przy dołkach się udaje. Kartofle za to obficie się  rodzą. Pszenicę mogą siać tylko niektóre wsie, jak : Dylewo, Dąbrowy, Myszyniec Stary, Surowe i Wolkowe, i to tylko miejscami. Łąk na puszczy jest bardzo dużo, ale większość kwaśnych, mało żyznych. Do osuszenia ich i użyźnienia potrzeba rowów, kanałów, a to może przeprowadzić tylko rząd, bo Kurpie są za biedni, by mogli sobie na takie wydatki pozwolić. Całą ozdobą Puszczy Kurpiowskiej są olbrzymie, mimo poczynionych przez Niemców w czasie wojny spustoszeń – bory i lasy. Z gatunków drzew najlepiej się tu udaje sosna, brzoza i olcha. Świerk i dębina gdzieniegdzie tylko rosną, grabiny wcale nie widać.

Dawnymi czasy  aż się tu roiło od grubego zwierza. Były tu sarny, dziki, jelenie, łosie, nawet żubry się zdarzały. Jeszcze dziś starzy kurpikowie z radością wspominają te piękne czasy. Obecnie zaledwie zająca, lisa i kune i to w małej ilości spotkać  można. Saren nie ma , a jeżeli się jaka pokaże, to przychodzi z pobliskich pruskich lasów. Lichy zwierzostan wskazuje, jak na Puszczy rozwinęło się kłusownictwo. Z ptactwa dawnymi czasy było bardzo dużo cietrzewi. Przed samą wojną trafiało mi się jeszcze spotkać je w okolicy Bandyś, dziś ich również nie ma. Kaczek za to jest bardzo dużo na rzekach: Omulwi, Rozodze, Pisie, Szkwie, na olbrzymim zabagnionym jeziorze Serafin i na wielkich błotach: Karaska i Kopaczyska. W lasach i na polach jest bardzo dużo kuropatw, jarząbków i drozdów. Słomki też tu swoje ciągi tutaj mają. Na smugach i łąkach odzywają się kuliki,  bąki, czajki, boćki i bekasy. Na wiosnę przylata tysiące dzikich gęsi, żurawi, nawet łabędzie kurpiki  spotykają /opowiadał Kurp z Sidziego Borku/.

Puszczę tą zamieszkuje  przed 14 wiekiem osiadły tu lud,  Kurpiami zwany.  Nazwę tą otrzymał od obuwia łyczanego, jakie  dawnymi czasy nosił. Głowę nakrywa czapką z sukna  granatowego – maciejówką / dawniej noszono filcowy czarny niski  półcylinder. Kołnierzyka ani krawata Kurpie nie noszą, bo mają kołnierz u koszuli wykładany, ładnie czerwonymi nićmi wyszywany, podobnież mankiety u rękawów.. W miejsce krawata noszą pod szyją faworek czerwony lub zielony w kokardkę związany. Kobiety noszą  koszulę płócienna z szerokimi rękawami, kołnierzykiem wykładanym, czerwonymi nićmi wyszytym. Na koszulę „kitel” czyli suknie w pasy lub kratki przez siebie samą udzianą i zrobiona. Kolor kitla przeważa czerwony z żółtym i zielonym, choć i innych kolorów używają. Na  piersi kurpianka wkłada wcięty „zistek” tj. sznurówkę z atłasu czarnego, zielonego lub amarantowego trzema lub więcej spuszczającymi się na biodra klapkami. Wokoło szyi kilka sznurów bursztynowych  lub szklanych paciorków, zakończonych krzyżykiem. Zamiast sznurówki noszą jeszcze lużne kaftaniki „jacki” obszyte wokoło koronką czarną a nie raz i złotym szychtem. Na głowę zarzucają kwiecistą wełnianą lub perkalową chusteczkę, „na zakład” założoną, z tyłu związaną. Małe dziewczynki od sześciu lat i niżej ubierają się  tak jak  stare kobiety.

Mężczyźni latem, w dzień powszedni chodzą boso lub w chodakach z partu /płótna grubego/ grubego podszewki skórzanej, w  spodniach z grubego białego płótna lub cejku i w koszuli swojej roboty. Zimą na koszule nadziewają ciepły „lejbzik” – kaftan i  „spancerek” tj. kamizelkę cajkową albo sukienną, a na to podszyty kożuchem sukmanek.

Kobiety w dzień powszedni, latem chodzą tylko w koszuli i kitlu, zimą na koszule wdziewają sznurówkę albo ciepły kaftanik, a do  kościoła narzucają na plecy wełniany, w kratki robiony, różnokolorowy fartuch  albo dużą ciepłą chustkę.

Niektóre kobiety okrywają się kraciastymi kilimami swojej roboty. Przy domu na nogi nic nie wkładają /niektóre kładą drewniaki/. Do kościoła nakładają „cizamki” tj sznurowane kamasze.

Kurpie ogólnie są ludem dorodnym. Mężczyźni wzrostu średniego, choć trafiają się i wysocy; twarz mają pociągłą, nos dosyć długi i duży. Kobiety są nieduże, ale za to tęgie,  „opiekłe” jak to same o sobie śpiewają:

Chocim mała, ale gruba,

Urosne ci, jek i druga.

Wąsy i brody ogólnie  mężczyźni golą, włosy  noszą dłuższe niż w innych okolicach.

Kobiety czeszą się przez środek głowy, włosy splatają w dwa warkocze i spuszczają je na plecy. Powiadają że czynią to na pamiątkę, że i Matka Boska nie spinała włosów, ale je na ramiona spuszczała. Barwa włosów przeważa jasna, choć i szatynów na puszczy jest bardzo dużo. Oczy niebieskie, rzadko piwne, cera u kobiet młodych nadzwyczaj  delikatna, bieluchna, że i nie jedna warszawianka by im pozazdrościła. Starsze kobiety na twarzy robią się żółte, sparciałe. Mężczyźni starsi mają cerę śniadą.

Sposób odżywiania się u Kurpiów jest jeszcze pierwotny. Najgłówniejszymi ich potrawami są: „rejbaki” tj. kluski, placki z kartofli, „pampuchy – placki z mąki i „jagła” tj. kasza jaglana  /z prosa/ z mlekiem, kartofle z mlekiem, kartofle z kapustą  /w kapuście dużo kaszy jęczmiennej i trochę sadła/. Mięsa Kurp nie widzi, chyba na święta i  przy rodzinnej uroczystości /chrzciny i wesele/. Po pogrzebie idą Kurpie do karczmy na poczęstunek, gdzie piją  „psiwo’ i  jako zakąskę jedzą chleb , czasami kiełbasę. Kurp jeżeli prosiaka uchowa, to go sprzeda na podatki, lub coś do domu kupi. Nic też dziwnego że kurpie nędznie wyglądają i szybko się starzeją.

Dawnymi czasy, kiedy na Puszczy kurpików było jeszcze mało, a lasów była moc, zajmowano się tutaj bartnictwem, łowiectwem,  w niektórych  miejscowościach  i rybołówstwem. Dziś głównym zajęciem jest praca na roli. Ziemia lekka piaszczysta i sapowata kiepsko rodzi i wszystkich wyżywić nie jest zdolna. Idzie więc biedny  Kurp, na zarobek do lasów rządowych, idzie do Prus Wschodnich, jak bieda dokuczy i zarobków nigdzie znaleźć nie można, jedzie za morza, do krajów bogatych, jak do Ameryki, Kanady, Brazylii, byle „niescęsną dolę poprazić”.

Najważniejszym źródłem dochodów Kurpiów jest przychówek krów, świń, owiec. Lubią też  hodować młode żrebaki „ kiziaki” które doskonale wychowują i sprzedają za dobre  pieniądze  do Prus lub na szlachtę. Kurpianki wyrabiają delikatne, piękne płótna „part”, a także  z wełny owiec robią sukno na  chłopskie ubrania i wełniane kilimy, płócienne kolorowe chodniki, które sprzedają często aż w odległych miastach. Duże zyski czerpią również ze sprzedaż suszonych grzybów,    borówek, jagód – których tutaj obfitość  się rodzi.

Kurp, jak i każdy człowiek nie jest bez wad.. Słyszałem od wielu osób, że są na ogół leniwi. Jeżeli chodzi o mężczyzn – to się najzupełniej zgadzam. Lubią oni się  wałęsać, po podścianiu z sąsiadami przesiadywać i „fefkę” /fajkę/  palić i dlatego też  w gospodarstwie  i codziennym ich życiu niema  porządku i ładu, bo wszystko się robi „jek leci” tzn. jak bądź.  Kto musiał i wyjechał za granice i tam popracował i widział jak ludzie pracują  i żyją,  większy dostatek w ich domach, i widział wiele pięknych rzeczy  - po powrocie inaczej też wziął się do pracy.  Wielu z nich nie gorzej  gospodarzy niż szlachcic.  – Kobiety – ogólnie są pracowite, nie tylko dzieci i dom  oporządzą, ale jeszcze mężom w podwórzu pomagają. A ile to pracy wkładają one  w uprawę lnu i przerobienie go na płótno. One też  pracują przy zbiorze żyta, pieleniu i  „żeciu” prosa.

Kradzieży na Puszczy nie ma, bo Kurpie, zdybawszy złodzieja  na uczynku, tak go osądzą i ukarzą, że więcej kraść nie przychodzi. Jedyną kradzieżą której Kurp się dopuszcza, a której za grzech sobie nie poczytuje, jest wyrąbanie drzewa w lesie rządowym. Urobienie sobie tego rodzaju sumienia pochodzi stąd, że przed uwłaszczeniem każdy Kurp miał prawo wyrąbać tyle drzewa, ile mu było potrzeba.

Później rząd rosyjski uwłaszczył Kurpiów, skasował wszelkie przywileje a między nimi i wolny wyrąb drzewa. Kurpie jednak praw swoich zrzec się nie chcieli i lasy dawnym zwyczajem za swoje uważali i uważają i drzewa rąbią.

Wódkę rzadko który Kurp pije, bo  się jej uroczyście wyrzekał na świętej Misji w Kadzidle  roku 1858. Piwo za to, zwłaszcza „browarne”, ma u nich wielkie powodzenie. Zamożność wesela na  Puszczy inaczej się nie ocenia, jeno ilością antałków piwa. Im więcej antałków piwa, tym bogatsze wesele. Bywały wesela, na których wypijano do pięćdziesięciu dużych antałków piwa. Wojna nauczyła ludzi wielu złych rzeczy, a kurpików nauczyła łamać „wyrzeczysko”i pić wódkę – której się wyrzekło.

Żaden Puszczak nie lubi, żeby go pogardliwie Kurpiem nazywano i z niego kpiano. A że jest w języku chwat, więc potrafi się odciąć. Jeżeli go kto skrzywdzi, pomści się i to nieraz w sposób barbarzyński np.: przebije sąsiadowi krowę.

Zabudowania z powodu pobliskich olbrzymich lasów mają bardzo dostatnie. Domy  budowane są  w węgieł, szczytami do drogi. Szczyt frontowy u góry kończy się krzyżykiem, wskutek czego dom ma wygląd małej  kapliczki. Okiennice są zwykle farbą lub farbką malowane.  Nad  i pod oknami często umieszczane są ślicznie rzeźbione gzymsy / Np. w Brzozowym Kącie p. Czarnia  widziałem  -orły polskie – wyrzeźbione przez  kurpiowskiego artystę. Na ścianach wielu domów widać staropolskim zwyczajem pomalowane krzyże. Ogródków przed domami nie ma z powodu marnej gleby i być może lenistwa tego ludu. Zwykle w szczycie domu lub w podwórzu rośnie kilka brzózek, choinek lub krzaków bzu. Drzewka owocowe są  tu rzadkością.   Każdy dom ma zwykle jedną  izbę obszerną, gdzie się podejmuje gości i przesiaduje letnią porą, alkierz gdzie śpią i komorę czyli schowanko dla różnych sprzętów i  na  kufry do ubrań.  Izba  przedstawia się jeszcze jako tako.

Podłoga wprawdzie poplamiona, brudna, ale za to ściany pobielone,  a  na  nich   parę obrazów,  cały rząd  w różne kwiatki pomalowanych  „kruzycków”  /garnuszków glinianych/ i talerzyków, sporą ilość różnokolorowych wycinanek,  wyobrażających pawia, leluje, kogutki i inne stworzenia. Na środku izby do sufitu przyczepiony, z bibułki i słomek,  misternie zrobiony – pająk. W szczycie, w prawym  kącie izby, stoi stół - na którym stoi krzyż i inne gliniane figurki. Przy bocznych ścianach izby stoją ławy a przy  ścianie u drzwi wejściowych szafa ze szkłem „na orzech” pomalowana, z różnymi szklankami, talerzami, łyżeczkami. Tu już panuje wzorowy porządek.

Alkierz za to w zwykłe powszednie dni przedstawia obraz nie najlepszy. Bo i

jak utrzymać porządek na co dzień,  przy  licznej rodzinie, pracy w domu, obejściu a latem i na polu.  Porządek w domu robi się na niedzielę i święta, no i  na czas kolędy „kiedy ojciec duchowny przyjść mają”. Podłogi wtedy wymyte i  piaskiem posypane nieraz w ładne desenie. Stoły i ławy ponakrywane białym płótnem albo kilimami.

Wszyscy  pomyci  i  uczesani czekają na swojego proboszcza.

Kurp jest uparty i z trudnością daje się przekonać. Można mu nieraz całymi dniami tłumaczyć, on wszystkiego wysłucha, nawet  będzie  przytakiwał, ale zrobi po swojemu.

Obfitość lasów, wspólne obcowanie chłopców z dziewczynami – w czasie pasionki, na jagodach, grzybach, niski poziom oświaty i kultury, są powodem niemoralności, jaka w śród mieszkańców Puszczy częściej się przytrafia niż gdzie indziej. Utrata cnoty jest tam częstszą, co potwierdzają sami w swoich pieśniach zalotnych.

Często opiewa się w nich płacz i narzekanie dziewcząt na utratę „zionka” – wianka.

Np.:               Kalino, malino, czerwona jagodo,

Cemu opłakujes, dziewczyno niebogo.

Opłakuje tego, zianka rucianego,

Zem go utraciła dla Jonka swojego.

 

Tyle o wadach Kurpiów. Teraz pozwolę sobie wspomnieć o ich zaletach.

Przede wszystkim jest to lud głęboko religijny i do swej wiary nieraz fanatycznie przywiązany. Na nabożeństwa garną się całą kompanią  - starzy, młodzi i mali. Do sakramentów świętych przystępują wszyscy,  z małymi tylko wyjątkami.

Proboszcza swego, jeżeli on jest im ojcem i nie pogardza nimi, szanują, kochają i całkowicie mu ufają. W każdej kłopotliwej sprawie idą do księdza proboszcza po radę mówiąc: „Ojczulku! Jagódko!  - poredż  noma, bo momy strasne zmartsianie”.

W czasie oktawy Bożego Ciała zakupują mszę św., biorą obrazy i chorągwie z kościoła, śpiewając różne pieśni religijne obchodzą granice pól swojej wioski.

Kurp jest bardzo gościnny. Dawniej wychodząc w pole do pracy, nie zamykał on swojego domu, na stole zostawiał chleb, miód i wodę w dzbanku, aby podróżny mógł wypocząć pod jego dachem  i pokrzepić swoje siły. Dziś jeszcze można się tam najeść  jedynie za „Panie Boże zapłać”.

Pod względem patriotycznym znani są Kurpie z historii, jak to na Kopańskim Moście, niedaleko Myszyńca   /pod Sidzim Borkem/ w roku 1708 pod wodzą Kurpia

- Borowego, walką podjazdową pobili kilku tysięczną armię króla szwedzkiego Karola XII, przez niego samego prowadzoną.

W lesie Jedynaczewskim  pod Łomżą, spoczywa Kurp – bohater Stach Konwa,

który w czasie walki  Sasów z Leszczyńskim o tron  polski, został zdradzony przez pułkownika szwedzkiego Rembindera i zamordowany. Na trakcie z Myszyńca do Czarni, na krańcu lasu, jest miejsce przez miejscowy lud  „miejscem poległych” zwany, gdzie pochowanych jest kilku  powstańców – Kurpiów, przez moskali w roku

1863 zabitych.

Nikt może w Polsce nie jest tak przywiązany do swojego kąta, do zagonu ojczystego jak Kurp. Nie mogąc się wyżywić na swoich piaskach, niejeden jedzie hen.. za morza  po chleb, a co spojrzy w stronę Polski, to płacze za swą Puszczą,  za swoją rodziną, za swoimi borami, lasami, piaskami.. Do ust przyciska grudkę ziemi, którą z sobą wziął na pamiątkę i którą chciał mieć przy sobie, gdyby mu przyszło na obcej ziemi umierać. Różni ludzie wynaradawiają się w Ameryce: - rzadki wypadek, żeby Kurp zapomniał, że jest synem polskiej puszczy. Jak tylko mu Bóg dopomoże uciułać trochę grosza, stęskniony wraca do kraju na łono swej puszczy.

 

Camuś smutny młody Kurpsiu,

Cemu smutna twoja twarz,

Cy o lesie  ciągle marzys,

Cy las w sercu tylko masz.

 

Nędza z domu mnie wygnała,

Los ma rzucił niedzy was,

Śpiewać tutaj nie ma komu,

Suni ni dokoła las.

 

W czasach niewoli  rosyjskiej na czternastotysięczną parafię Myszyniecką jedna była tylko szkoła, a jednak nie było prawie Kurpia, który przynajmniej na książeczce do nabożeństwa czytać nie umiał. Znana była i na Kurpiach kontrabanda pism polskich– nielegalnych, przez rząd rosyjski surowo zabronionych, na czytanie których   zbierano się   w umówionych  domach.

Nie masz ludu ofiarniejszego na cele religijne nad Kurpiów. Świadkami tej ich ofiarności są prześliczne w stylu gotyckim pobudowane świątynie w Myszyńcu, Czarni i w Baranowie. Pobudowane bez niczyjej pomocy, własnym trudem i kosztem

Niejeden  kurpik specjalnie jechał do Ameryki, aby ofiarę należną, a nawet większą zarobić i na budowę kościoła złożyć.

Kurp z natury swej jest bardzo zdolny. Zapewnie niejeden  zasłynąłby na polu literatury lub sztuki, gdyby miał środki na kształcenie się. Dowodem ich zdolności są przydrożne przez  domowych artystów  prześlicznie rzeźbione figury i kapliczki, gzymsy nad oknami i w szczytach domów. Dowodem ich zdolności są pieśni  które dostosowali do ich piaszczystej gleby, do smutnie szumiących borów i lasów,  do przestrzennych nędznych łąk. Kto chce poznać piękny śpiew ludowy i rozkoszować się nim, temu radzę wyjechać  do Puszczy Kurpiowskiej, latem naturalnie, bo tylko wtedy bogactwo tego śpiewu ujawni się w całej pełni. Dniem usłyszysz „pasturków” i  „pasterki” śpiewających na polanie, w lesie albo na smugach pod borem. Wieczorem zawodzenie dorosłych dziewczyn o Jasiulu złodzieju, co  „zionek” ukradł, w nocy chłopców dorosłych pasących koniki na łąkach, wyśpiewujących niby puszczyki leśne przeróżne pieśni, a  lasy echem roznoszą je po rosie hen… w dal, i zdaje  ci się żeś w kraju marzeń i bajek. Takich miłych wrażeń doznałem i ja kiedy nastąpiło pierwsze moje spotkanie z tą bezgranicznie smutną okolicą. Było to w  1913 roku. Naznaczony wtedy byłem na wikariusza do Myszyńca i musiałem tam jechać końmi. Nastrojony minorowo przez konfratrów, jechałem bardzo smutny.

Jeszcze więcej się rozrzewniłem  kiedym wjechał na  szerokachny, piaszczysty gościniec i ujrzałem przed sobą liczne wydmy piaszczyste, bagna i olbrzymie  ciemne lasy. Gorzko robiło się na duszy i różne czarne myśli do głowy napływały.

Aż tu naraz mija nas ktoś. Patrzę, jedzie Kurp i dwa młodziutke  „ksiatuski” skromne kurpianeczki, ale pięknie ubrane. Jechali „kolasą” tj. bryczką bez resorów /wasążek z wikliny /. Odetchnąłem…. Zdawało mi się że w tej Puszczy najwyżej srokę lub puszczyka zobaczę, a ja tu oglądam tak miłe  „jagódki”. Radość moja  granic nie miała, kiedy usłyszałem smutną, jak tylko może być smutna  ta Puszcza Kurpiowska i rozciągłą, jak ciemne bory i lasy, a tak miłą i swojską, i tak dziwnie ujmującą  za serce melodię pieśni. „Leć głosie po rosie” . Słów nie słyszałem. Dźwięczały mi jedynie w uszach:  melodia i przyśpiewka  „ o la   i o la la”. Kurpik się oddalał, głos kurpianeczek cichł coraz bardziej i bardziej, aż wreszcie znikł w ciemniach lasu, a ja wsłuchany, chwytałem dźwięki oddalającej się melodii  i pomyślałem sobie: Mój Boże !  jakżesz  Ci  wdzięczny jestem, żeś mi przeznaczył placówkę w tak ciekawej okolicy.

A kiedy na Puszczy nadejdzie ożywiona wiosna, to naprawdę nie wiesz, czego masz wpierw słuchać:  czy nawoływania dzikich gęsi, kaczek i różnego ptactwa które tutaj  tysiącami przelatuje, czy też śpiewu kurpianek, które przy zachodzie słońca we wszystkich wioskach się odzywają, a echo po rosie niesie ich śpiew, że wszędzie je słyszeć można.

Ponieważ dziwnie spodobała mi się ta pieśń tak odmienna od wszystkich pieśni ludowych z innych okolic, wyróżniająca się od nich przede wszystkim swoim charakterem  puszczańskim, postanowiłem te perełki Puszczaków pozbierać i choćby tylko dla siebie na pamiątkę zostawić. Zbierałem je w różnych warunkach, jedne w czasie kolendy, inne w dni świąteczne i niedzielne, kiedy ludzie więcej czasu mają, w czasie wesela i przy spotkaniu dzieci przy pasionce. Najwięcej zebrałem podczas wojny, kiedy zmuszony byłem tułać się po borach, lasach i wioskach  i razem z Kurpiami dzielić wspólną niedolę. Całemu zbiorkowi nadałem tytuł : Puszcza Kurpiowska w pieśni – jako najbardziej oddający jego  treść.

Najbogaciej  przedstawia się wesela na Puszczy. Sądzę że nie omylę się jeżeli powiem, że Puszcza Kurpiowska jest dziś może jedną z niewielu okolic w Polsce, gdzie zachowane   są jeszcze śród ludu staropolskie zwyczaje i obrzędy weselne.

Wojna wprowadziła wiele zmian dobrych i złych. Na puszczy wprowadziła zanik do rzeczy swojskich, do rodzinnych zwyczajów,  zwrócenie tego co obce. Zniknęły skutkiem tego stare tańce, jak okrąglaki, powolniaki, trampolki, owczarki, mazurki, poleczki, a wprowadzone zostały przykładem „ślachty” różne bostony, fox-troty i one-stepy. W miejsce starych leśnych pieśni wprowadza młodzież  pieśni żołnierskie i kabaretowe. Na płacz się zbiera  gdy się słyszy, jak młody kurpik który dopiero co powrócił z wojska, wyśmiewa to w czym go ojciec wychował, co ojciec ukochał i co dla nas wszystkich jest miłe i drogie.

Zbiorek mój ma na celu uratować od zagłady i zapomnienia melodie i teksty, coraz bardziej ginące, i zapewnić nauce etnografii materiał wartościowy,   gdyż autentyczny.

 

- - - - - - - -   „ - - - - - - - -

Taki własny - „ autentyczny „  szczery i  miły opis  życia na Kurpiach dał    ks Władysław Skierkowski. Jak wspomina - przybył do Myszyńca w 1913 roku i był

wśród  „kurpików” przez wiele lat. Był  „wśród”,  gdyż żeby zebrać  tyle pieśni trzeba było z tymi „śpiewakami” spędzić wiele czasu.  Jak z adnotacji przy piosenkach wynika przebywał niejednokrotnie w parafii Baranowo.  Śpiewała mu Zosia z Witowego Mostu i Zosia z Czarnotrzewia, Marysia z Majdanu, dziewczyny z Baranowa. Opisał różnice w obrzędach weselnych  występujące  w  Baranowie od innych parafii.

Zbiór pieśni ks. Skierkowskiego wydawany był od 1928 roku do  1934 roku.

W czterech częściach  zamieszczono w zbiorach 790 pieśni.

Ks. Wł. Skierkowski urodzony we wsi Głużek k/Mławy . W 1913 roku skierowany został  na parafię w Myszyńcu. Po dwu latach przeniesiony do Krasnosielca, a po kolejnych dwu latach do Różana. W  grudniu 1920 roku został proboszczem w Ciachcinie, a od 1925 roku – w Imielnicy k/Płocka.

Z każdej placówki – parafii, szczególnie w okresie letnim wyjeżdżał na Puszczę aby zbierać „perełki” – pieśni kurpiowskie.

W czasie okupacji jak wielu księży został aresztowany w marcu 1941 roku, a w sierpniu  zmarł w obozie w Działdowie.

Zbiory pieśni wydane w latach  1928 -1934 zostały wydane ponownie przez Związek Kurpiów w  Ostrołęce w 1997 roku  - opracowane w trzech tomach – pod tym samym tytułem „ Puszcza Kurpiowska w pieśni”.

 

- - - - - -- -  „ - - - - - - -

Moim zamiarem jest  wyodrębnić część piosenek ze zbioru  „Puszcza Kurpiowska w pieśni”- znanych w parafii  Baranowo  - i śpiewanych  po  II wojnie tj. w  końcu lat czterdziestych i latach późniejszych. Do piosenek ludowych i żołnierskich doszły po wojnie piosenki partyzanckie.  Pieśni będą wyrażone tylko w słowach,  bo  młodzież współczesna  i nie tylko,  woli słuchać a nie śpiewać.

Opis obrzędów weselnych z okresu przedwojennego  dokonany jest z wydania  pierwszego z 1928 roku, uzupełniany zmianami jakie nastąpiły w parafii Baranowo  po wyzwoleniu  w 1945 roku.




Powered by Joomla!®. Valid XHTML and CSS.