Company Logo
slide 1 slide 2 slide 3 slide 4 slide 5 slide 6 slide 7 slide 8 slide 9 slide 10 slide 11 slide 12 slide 13 slide 14 slide 15 slide 16 slide 17 slide 18 slide 19 slide 20 slide 21 slide 22 slide 23 slide 24 slide 25 slide 26 slide 27 slide 28

Rozrywka

Motto:

  "Idź tam, gdzie słyszysz śpiew
  Tam dobre serca mają
  Bo ludzie źli, ach wierzaj mi
  Ci nigdy nie śpiewają".....

 
  "Cośmy po ojcach naszych zastali
  Dał Bóg Polakom by to kochali
  By swą tradycję mieli wciąż w cenie 
  I szanowali polskie korzenie"......                                  
 

Kurp

Skąd pochodzi nazwa Kurp?  

Kurpie to nazwa obuwia plecionego z łyka lipowego lub łapcie skórzane.

Prawdopodobnie nazwa ta przyjęła się dość wcześnie, skoro już występuje ona w dokumentach z XVII wieku.

Z czasem przyszła moda na skórzane trzewiki na obcasach i zapomniano o łapciach z łyka.

 

Ciekawostki

Z mazowsza

Źródła nie znaleziono

Odwiedziło nas

Odsłon artykułów:
1260312

Odwiedza nas 52 gości oraz 0 użytkowników.

ateriały zamieszczone na tej stronie pochodzą ze zbiorów

Pana Kazimierza Orzoł z Baranowa

tel. (029)7613743

 

Wierszyk o Kurpiach
===============

Już nie taka nasza ziemia
Jak była przed laty.
Już tych wielkich borów nie ma
W zwierzynę bogatych.
Już dziś blisko, niedaleko,
Kogo chęć przyniesie,
Droga prosta, most nad rzeką,
Nikt nie zbłądzi w lesie.
I choć niebo się rozgwieździ
W piękny zmrok zimowy,
Żaden król tu nie przyjeżdża
Z Warszawy na łowy.
A czy króla, czy biedaka,
Droga przyprowadzi,
Tu gościnność jest jednaka,
Przyjmiemy go radzi.

 

Nasza  wioska
 
/autor – Józef Brzeski/
Wśród  lasów  i piasków  Mazowsza
leży piękna kurpiowska wioska,
mojemu sercu najdroższa
znać ja winna cała Polska.
Wioska, choć w ziemie uboga,
jest mi skarbem – daję słowo,
ciekawa jej dziejów droga
jej nazwa  brzmi  Baranowo.
Jej przeszłość w historii ginie,
blaskiem  wydarzeń świeci,
-  perłą w Mazowsza krainie
od wielu dziesięcioleci.
W puszczy kurpiowskiej powstała,
wśród  dzikiej, groźnej przyrody,
dzielnością ludu się uwieńczała,
z trudami szła dzielnie w zawody.
Z ludem kurpiowskim  złączona
poprzez wiekowe dzieje,
prawością serc opromieniona
-         na szlaku historii widnieje.
Czas rwącym potokiem płynie,
burze dziejowe przeminą,
dźwięk pieśni o niej nie zginie
nad  mazowiecką równiną.
Wioska w przyrody szacie
potęgi rozkwitem zaszczyca,
postępem w każdej chacie,
nową historią zachwyca.
W wielości godnych pamiątek
niby  w złoto odziana,
to drogi sercu zakątek
-  moja wioska kochana.
Niech wielka – murowana
ciągle się rozrasta,
przez wszystkich umiłowana
przewyższy pobliskie miasta.
W nowości szatę ubrana
na dawnym  Mazowsza ustroniu,
dziś słońca blaskiem roześmiana
kolorami ulic i domów.
Kurpiowskie serca nasze
miłością  ją ozdabiają,
jej cudną słowiańską urodę
 
pieśni niech rozgłaszają.
 
 

Rajby /zaręczyny/

Mieszkańcy Puszczy Kurpiowskiej żenią się daleko wcześniej niż w innych okolicach.
Chłopcy żenią się mając lat dwadzieścia; dwadzieścia a nawet i osiemnaście, dziewczyny po skończeniu lat szesnastu. Ojciec po rozmowie z synem, czy chce się żenić i z którą, wysyła do rodziców panny młodej „raja" lub „ swatkę" na „wypyty", tj. z zapytaniem, czy nie zgodzililiby się wydać swojej córki za jego syna. Jeżeli raj przyniesie dobrą wiadomość, idzie ojciec z synem i rajem do domu p. młodej i pozdrawia wszystkich staropolskim zwyczajem:
- Niech bandzie pochwalony Jezus Chrystus !
Gospodarz : Na zieki zieków! Zitajta do nas.
Goście: Bóg zapłać za zitackie.
Raj: Co tu u was słychać? Podobno mata zdatnio jałówkę na sprzedanie,
Może byśta pokazali nom, bo my przyśliźwa ją kupsieć.
Gospodarz: To siadajta, może tam się co i znajdzie. A u waju jekze tam, co słychać,
aby dobrze?
Ojciec młodego: Toć ci nie najgorzy, ni ma co na Pana Boga narzekać, tylko uwazata,
momy zielką bziede z tym nasym Joneckiem. Chce się na gwałt 
zenić z wasą Maryną i przyśliźwa się zapytać, jek wy na to: cy sia
zgadzała, cy nie ?
Gospodarz: Toć ty mnie Grzela znos, ze ja bym temu sprzeczny nie buł. Marysia
tez o ozanku myśli i jek ni sia zdaje, chłopak was ji się udoł, tylo
moja stara jesceby nie rada była dziwcaka od sia puscać. 
Ojciec młodego: A gdzie waju bziałka ? / kobieta - żona/
Gospodarz: Zaro bandzie, tylko chsilke pocekajta, to ja jo zawołom.
Rózyno ? Choć owo tu.
Rózyna: A cegój tam znowu ?.
Gospodarz: Kupcy przyjechali po Marynę i cekają na ciebzie.
Chodźze, ino hyzo, bo poziedzo, coś im nie reda.
Rózyna: A skielo ?
Gospodarz: Z Browaru Grzela ze swoim Jonkiem, pośpiesz sia.
Rózyna: O mój świecie, toć zaro przyjde. /wchodzi/.
Ojciec mł: Jek się mos Rózyno ?! / wszyscy wstają i witają potrząsając się z nią 
za rękę, a Jonek podejmuje ją pod nogi, mówiąc: Jek się macie, ciotko?
Rózyna: Bóg waju zapłać ! - toć dobrze oto. A wasa bziałka jekze tam, dobrze
aby wygląda ?.
Ojciec mł: No a juści galancie się trzyma. Casami pokaśle, postęka, ale bajki,
tylko uwazcie, mamy zielgi kłopot.
Rózyna: Jeki, gadajciez ?
Ojciec mł. Ano mój Jonek napsiero się zenić z waju dziewcakiem. Pozieda, co
tylo z nio się bandzie zeniuł, a insy to i zidzieć nie chce, i przyśli-
źwa prosić waju o Maryne. Mozeta być pewni ze ji zadny krzywdy
nie doma. Znata mnie chyba dobrze, ześwa ze staro oboje nie osta-
tni. Rence, że jej bandzie u nas dobrze, jek u rodny matki.
Rózyna: Toć ja waju zierze, tylo uwozata, Grzesiu, mnie dziewcak potrzebno.
Zreśto, jesce ma cas, dopsieru skońceła szesnastkę i jescse za chłopam
bziedy spróbuje. Mózia waju scerze, zem ji jesce nie rada do ludzi
oddawać.
Raj: Toć prawda, ale i Jonecka zielka śkoda, a jamu az się cni do waju
Maryny. Zreśtą zauwasta sobzie, ze oni się oboje od dawna już
znają i redziby jek najprędzej się pobrać. Jezeli będziecie sprzeczno, 
to oboje uniesceślizicie. Przy tam jesteście jesce sama młodo i bez
niej sobzie redzić możecie. No i jek zgoda ?.
Rózyna: Toć jek poziedacie, co beza mnie majo być niescęślizi, to niech się
i bzierzą.
Ojciec mł: A toście złota kobzieta ! - niech waju Bóg błogosławi. No to chyba
się napsijem, kiedy noma tak gładko posło. A gdzie waju dziewcak? 
Rózyna: A gdzieżby, jek nie za piecem. Jonecku skoc no hyzo, a przyprowadź 
Zza pieca Maryne,- tylo uwazoj, abyś jej nie skrzywdził.
/Janek uradowany szybko pobiegł za piec, wyciąga dziewczynę
i przyprowadziwszy ją do matki, cierpliwie czeka na wyrok./
Rózyna: No i jekzes, Maryno, podobał ci się Jonek, co ? - Camu nie gadas,
gadaj śniało.
Maryna: Toć,- podobał. /Powiedziawszy te słowa, chce ze wstydu uciekać za 
psiec, ale Jonek ją trzyma i nie daje jej uciec./
Rózyna : A ty Jonecku, co myślis, bzierzes ją za zone, udała ci się ,co ?.
Jonek: Camu by nie? Ja juz dawno o niej myśle, tylo ją ni dajcie.
Rózyna: No to bzierzta się, moje dzieci, niech waju Pan Jezus i ta Matka
Boska Castochowska błogosłazi. ---------------------------------------------------------------------------------------------------- 
Z rajbami bywało różnie. Raz za raja pojechał z młodym chłopakiem - raj, który był
wdowcem. A wybrali się do domu gdzie była i panna i wdowa. Zostawił na wozie
raj chłopaka, a sam poszedł dowiedzieć się czy ich przyjmą. Gdy upłynęło z pół wie-
czora, podpity już dobrze raj, wraca do furmanki i mówi młodemu: - wiesz co,
siebie ledwie upchnąłem, ciebie już nie mogłem.

Ojcowie omawiają najważniejsze sprawy tj. o „ wyrzandzie" /posagu/ o terminie 
zapowiedzi i wesela. Jeżeli chłopak żeni się na majątek do dziewczyny -mówią - że
ożenił się do „ dziedziczki „. Jeżeli dziewczyna wychodzi na majątek do chłopaka
to „ wyzanili ją na stronę".
Często żartowano, że większość dzieci w rodzinie miała dwa wyjścia, ożenić się „na
stronę" albo „do ludzi".
Dawniej łatwo było poznać, gdzie była dziedziczka. Bo przed domem stał krzyż 
albo kapliczka. Dlaczego - ? Żeby chłopak, co się z dziedziczką ożenił - miał pod
czym się modlić. Dziedziczką najczęściej bywała panna, której nikt nie chciał. Bo
była albo nieładna, chorowita lub jak była jedynaczką - to tak się „nosiła" - że i 
dobremu mężowi wytrzymać z nią było trudno. Miał więc gdzie się przy domu
modlić - bo o rozwodach w tych czasach nie było mowy.
Na zapowiedzi dawano w sobotę. Przed południem tego dnia, którego dają na zapowiedzi, przyjeżdża młody z rodzicami, drużbami do domu panny młodej i po wspólnym dobrym obiedzie, starzy zostają w domu, a młodzi z drużbami jadą na 
na plebanię do proboszcza dać na zapowiedzi.
Proboszcz wypytał się o pacierz, zasady wiary, czy są dla siebie obcy . Oprócz odpowiedzi pozytywnych, trafiały się nie raz i zabawne. Na pytanie
księdza czy są młodzi przygotowani do wesela - padła odpowiedź: no , - ojce mają
dwu wieprzów, byka z 200 kilo, no i wszystko, co potrzebne.
Rzeczywiście - te potrzeby do wesela były niezbędne. Rodziny i krewnych we wsi było tyle, że zapraszano nieraz wszystkie rodziny ze wsi.
Jedna panna na pytanie księdza - czy wie, co to jest małżeństwo, odpowiedziała
krótko: - niarkuję. /domyślam się/.
I rzeczywiście, wiele takich 16 - 17 -latek o życiu w małżeństwie tylko „niarkowało".
Co ich czekało w życiu, dowiedzieli się później.




Powered by Joomla!®. Valid XHTML and CSS.