Camuś smutny młody Kurpsiu,
Cemu smutna twoja twarz,
Cy o lesie ciągle marzys,
Cy las w sercu tylko masz.
Nędza z domu mnie wygnała,
Los ma rzucił niędzy was,
Śpiewać tutaj nie ma komu,
Suni ni dokoła las.
W czasach niewoli rosyjskiej na czternastotysięczną parafię Myszyniecką jedna była tylko szkoła, a jednak nie było prawie Kurpia, który przynajmniej na książeczce do nabożeństwa czytać nie umiał. Znana była i na Kurpiach kontrabanda pism polskich– nielegalnych, przez rząd rosyjski surowo zabronionych, na czytanie których zbierano się w umówionych domach.
Nie masz ludu ofiarniejszego na cele religijne nad Kurpiów. Świadkami tej ich ofiarności są prześliczne w stylu gotyckim pobudowane świątynie w Myszyńcu, Czarni i w Baranowie. Pobudowane bez niczyjej pomocy, własnym trudem i kosztem Niejeden kurpik specjalnie jechał do Ameryki, aby ofiarę należną, a nawet większą zarobić i na budowę kościoła złożyć. Kurp z natury swej jest bardzo zdolny. Zapewnie niejeden zasłynąłby na polu literatury lub sztuki, gdyby miał środki na kształcenie się. Dowodem ich zdolności są przydrożne przez domowych artystów prześlicznie rzeźbione figury i kapliczki, gzymsy nad oknami i w szczytach domów. Dowodem ich zdolności są pieśni które dostosowali do ich piaszczystej gleby, do smutnie szumiących borów i lasów, do przestrzennych nędznych łąk. Kto chce poznać piękny śpiew ludowy i rozkoszować się nim, temu radzę wyjechać do Puszczy Kurpiowskiej, latem naturalnie, bo tylko wtedy bogactwo tego śpiewu ujawni się w całej pełni. Dniem usłyszysz „pasturków” i „pasterki” śpiewających na polanie, w lesie albo na smugach pod borem. Wieczorem zawodzenie dorosłych dziewczyn o Jasiulu złodzieju, co „zionek” ukradł, w nocy chłopców dorosłych pasących koniki na łąkach, wyśpiewujących niby puszczyki leśne przeróżne pieśni, a lasy echem roznoszą je po rosie hen… w dal, i zdaje ci się żeś w kraju marzeń i bajek. Takich miłych wrażeń doznałem i ja kiedy nastąpiło pierwsze moje spotkanie z tą bezgranicznie smutną okolicą. Było to w 1913 roku. Naznaczony wtedy byłem na wikariusza do Myszyńca i musiałem tam jechać końmi. Nastrojony minorowo przez konfratrów, jechałem bardzo smutny.
Jeszcze więcej się rozrzewniłem kiedym wjechał na szerokachny, piaszczysty gościniec i ujrzałem przed sobą liczne wydmy piaszczyste, bagna i olbrzymie ciemne lasy. Gorzko robiło się na duszy i różne czarne myśli do głowy napływały. Aż tu naraz mija nas ktoś. Patrzę, jedzie Kurp i dwa młodziutke „ksiatuski” skromne kurpianeczki, ale pięknie ubrane. Jechali „kolasą” tj. bryczką bez resorów /wasążek z wikliny /. Odetchnąłem…. Zdawało mi się że w tej Puszczy najwyżej srokę lub puszczyka zobaczę, a ja tu oglądam tak miłe „jagódki”. Radość moja granic nie miała, kiedy usłyszałem smutną, jak tylko może być smutna ta Puszcza Kurpiowska i rozciągłą, jak ciemne bory i lasy, a tak miłą i swojską, i tak dziwnie ujmującą za serce melodię pieśni. „Leć głosie po rosie” . Słów nie słyszałem. Dźwięczały mi jedynie w uszach: melodia i przyśpiewka „ o la i o la la”. Kurpik się oddalał, głos kurpianeczek cichł coraz bardziej i bardziej, aż wreszcie znikł w ciemniach lasu, a ja wsłuchany, chwytałem dźwięki oddalającej się melodii i pomyślałem sobie: Mój Boże ! jakżesz Ci wdzięczny jestem, żeś mi przeznaczył placówkę w tak ciekawej okolicy. A kiedy na Puszczy nadejdzie ożywiona wiosna, to naprawdę nie wiesz, czego masz wpierw słuchać: czy nawoływania dzikich gęsi, kaczek i różnego ptactwa które tutaj tysiącami przelatuje, czy też śpiewu kurpianek, które przy zachodzie słońca we wszystkich wioskach się odzywają, a echo po rosie niesie ich śpiew, że wszędzie je słyszeć można. Ponieważ dziwnie spodobała mi się ta pieśń tak odmienna od wszystkich pieśni ludowych z innych okolic, wyróżniająca się od nich przede wszystkim swoim charakterem puszczańskim, postanowiłem te perełki Puszczaków pozbierać i choćby tylko dla siebie na pamiątkę zostawić. Zbierałem je w różnych warunkach, jedne w czasie kolendy, inne w dni świąteczne i niedzielne, kiedy ludzie więcej czasu mają, w czasie wesela i przy spotkaniu dzieci przy pasionce. Najwięcej zebrałem podczas wojny, kiedy zmuszony byłem tułać się po borach, lasach i wioskach i razem z Kurpiami dzielić wspólną niedolę. Całemu zbiorkowi nadałem tytuł : Puszcza Kurpiowska w pieśni – jako najbardziej oddający jego treść. Najbogaciej przedstawia się wesela na Puszczy. Sądzę że nie omylę się jeżeli powiem, że Puszcza Kurpiowska jest dziś może jedną z niewielu okolic w Polsce, gdzie zachowane są jeszcze śród ludu staropolskie zwyczaje i obrzędy weselne. Wojna wprowadziła wiele zmian dobrych i złych. Na puszczy wprowadziła zanik do rzeczy swojskich, do rodzinnych zwyczajów, zwrócenie tego co obce. Zniknęły skutkiem tego stare tańce, jak okrąglaki, powolniaki, trampolki, owczarki, mazurki, poleczki, a wprowadzone zostały przykładem „ślachty” różne bostony, fox-troty i one-stepy. W miejsce starych leśnych pieśni wprowadza młodzież pieśni żołnierskie i kabaretowe. Na płacz się zbiera gdy się słyszy, jak młody kurpik który dopiero co powrócił z wojska, wyśmiewa to w czym go ojciec wychował, co ojciec ukochał i co dla nas wszystkich jest miłe i drogie. Zbiorek mój ma na celu uratować od zagłady i zapomnienia melodie i teksty, coraz bardziej ginące, i zapewnić nauce etnografii materiał wartościowy, gdyż autentyczny.
Taki własny – „ autentyczny „ szczery i miły opis życia na Kurpiach dał ks. Władysław Skierkowski. Jak wspomina – przybył do Myszyńca w 1913 roku i był wśród „kurpików” przez wiele lat. Był „wśród”, gdyż żeby zebrać tyle pieśni trzeba było z tymi „śpiewakami” spędzić wiele czasu. Jak z adnotacji przy piosenkach wynika przebywał niejednokrotnie w parafii Baranowo. Śpiewała mu Zosia z Witowego Mostu i Zosia z Czarnotrzewia, Marysia z Majdanu, dziewczyny z Baranowa. Opisał różnice w obrzędach weselnych występujące w Baranowie od innych parafii. Zbiór pieśni ks.
Skierkowskiego wydawany był od 1928 roku do 1934 roku.
W czterech częściach zamieszczono w zbiorach 790 pieśni.
Ks. Wł. Skierkowski urodzony we wsi Głużek k/Mławy . W 1913 roku skierowany został na parafię w Myszyńcu. Po dwu latach przeniesiony do Krasnosielca, a po kolejnych dwu latach do Różana. W grudniu 1920 roku został proboszczem w Ciachcinie, a od 1925 roku – w Imielnicy k/Płocka. Z każdej placówki – parafii, szczególnie w okresie letnim wyjeżdżał na Puszczę aby zbierać „perełki” – pieśni kurpiowskie. W czasie okupacji jak wielu księży został aresztowany w marcu 1941 roku, a w sierpniu zmarł w obozie w Działdowie. Zbiory pieśni wydane w latach 1928 -1934 zostały wydane ponownie przez Związek Kurpiów w Ostrołęce w 1997 roku – opracowane w trzech tomach – pod tym samym tytułem „ Puszcza Kurpiowska w pieśni”. Moim zamiarem jest wyodrębnić część piosenek ze zbioru „Puszcza Kurpiowska w pieśni”- znanych w parafii Baranowo – i śpiewanych po II wojnie tj. w końcu lat czterdziestych i latach późniejszych. Do piosenek ludowych i żołnierskich doszły po wojnie piosenki partyzanckie. Pieśni będą wyrażone tylko w słowach, bo młodzież współczesna i nie tylko, woli słuchać a nie śpiewać.
Opis obrzędów weselnych z okresu przedwojennego dokonany jest z wydania pierwszego z 1928 roku, uzupełniany zmianami jakie nastąpiły w parafii Baranowo po wyzwoleniu w 1945 roku.
